Recenzja "Gazeta Wyborcza"
Aleksander Kaczorowski 2003.11.25    




Zapewne taka jest cena legendy, że w każdej jest tylko ziarno prawdy. W przypadku Kafki to ziarno było szczególnie trudne do wyłuskania, tym większa więc zasługa Pawla, że napisał taką książkę. (...) Książka Ernsta Pawla, choć ukazuje się u nas z 20-letnim poślizgiem, wyróżnia się bardzo pozytywnie. Ta pierwsza kompletna biografia Kafki daje niesłychanie złożony portret praskiego pisarza, w przekonujący sposób weryfikując wyobrażenia, jakie mogli o nim mieć wielbiciele prozy Kafki, włącznie z niżej podpisanym. Fakty wbijane przez lata w nasze głowy przez tłumy kafkologów z Maksem Brodem na czele wydawały się bezdyskusyjne. Był więc Kafka pisarzem religijnym (ten pogląd podzielał i przekonująco uzasadniał np. Gustaw Herling-Grudziński), a "jego przedsięwzięcie bez wątpienia przewyższało skalą trudności "to, czego pragnął Budda" (!), jak pisał niezawodny w takich wypadkach hagiograf Kafki Brod. Był świętym męczennikiem literatury, skazanym przez ojca na bezsensowną, wieloletnią harówkę w biurze Zakładu Ubezpieczeń Robotników od Wypadków. (...) Ernst Pawel udowadnia, że to wyobrażenie ma się nijak do faktów i więcej ma wspólnego z kompleksami kafkologów niż Kafki. Jego 500-stronicowa biografia przedstawia życie Franza niemal dzień po dniu, a że autor obdarzony jest talentem prozatorskim, czyta się tę książkę niemal jak powieść, której bohater, odkrywszy wcześnie swe powołanie pisarskie, walczy przez resztę krótkiego życia, by się mu nie sprzeniewierzyć. Problem w tym, że poza pisaniem poczuwa się też do innych powinności - wobec rodziny, pracodawcy, swoich rodaków i kobiet, które pokochał lub tylko skutecznie to sobie wmówił. A że był zbyt uczciwy, by móc wywiązać się ze wszystkich tych obowiązków, dopiero choroba i przedwczesna śmierć stały się dlań wybawieniem. Dramat Kafki, choć uniwersalny, rozegrał się w konkretnych realiach historycznych, które znawcy jego twórczości, ulegając po części sugestiom pisarza, często bagatelizowali. Tymczasem Pawel przekonująco wykazuje, że Kafka, urodzony u schyłku 19 stulecia w Pradze, gdzie niemieckojęzyczni Żydzi stanowili "mniejszość w mniejszości" - znienawidzeni przez Czechów za to, że są Niemcami, i przez Niemców za to, że są Żydami - był typowym przedstawicielem swojej generacji - pokolenia synów pozbawionych wiary i tradycji ojców, a jednocześnie niepodzielających już ich złudzeń co do możliwości asymilacji w agresywnie antysemickim, czy to czeskim, czy też niemieckim środowisku. (...) Zarazem jednak fascynował go świat wschodnioeuropejskich Żydów, ich język (jidysz) i chasydzki mistycyzm, czyli "zabobony", którymi syjoniści szczerze pogardzali. Czy z tego wynika, że do lektury prozy Kafki należy się zabierać z wytrychem w postaci jego żydostwa? Pawel - i to świadczy o jego klasie - niczego takiego nie sugeruje. W istocie najmniej miejsca w swej książce poświęca interpretacji jego twórczości; interesuje go sam Kafka, kim był i jakie naprawdę było jego życie. I tu czekają czytelnika liczne niespodzianki. Okazuje się, że praca w biurze, choć kolidowała z jego pisarskim powołaniem, miała więcej zalet niż wad. Dała mu niezależność finansową i względne poczucie stabilizacji, a absorbowała tylko do wczesnego popołudnia (pracował zaledwie sześć godzin dziennie)(...). Nie jest też prawdą, że uważał całe swoje dzieło za bezwartościowe. (...) Nie dotyczyło to jednak bynajmniej trzech książek wydanych za jego życia - drobiazg, który Brod starannie przemilczał, tworząc pierwsze zręby mitu świętego Kafki. Szkoda więc, że ten niezwykle złożony, rzetelny portret jednego z największych pisarzy naszych czasów nie doczekał się staranniejszej redakcji. Niemal wszystkie czeskie nazwiska i realia zostały zniekształcone, czego można było bez trudu uniknąć, pokazując maszynopis doświadczonemu bohemiście. "Milena Jasenska" (!) to przykład najbardziej irytujący, ale w sumie na tle innych błędów edytorskich i korektorskich najmniej szkodliwy.

Powrót do strony głównej